Info
"Non omnia possumus omnes."
Półprofesjonalnie (Permalink do tresci)
To, że jestem informatykiem (dobre sobie), nie oznacza, że muszę tracić czas spędzając go wyłącznie z komputerem, jak mawiał Profesor Dijkstra. Owszem, mam też życie prywatne, śliczną żonę, niestereotypowych teściów, dwa psy, cztery koty i dziewiętnaście szczurów. Czuję, że mam passę!
Moje własne Bushido
Odkąd pamiętam sztuki i systemy walki (kojarzone wówczas wyłącznie z kulturą azjatycką) okrutnie mnie interesowały. Sprawcą tego, jak dziś mogę się domyślać był mój wuj, funkcjonariusz policji, były członek Mokotowskiej Grupy Antyterrorystycznej, przyjaciel Piotrowskiego i Salety, od którego we wczesnych latach szkoły podstawowej, pożyczałem książki by w zakamarkach strychu próbować Ju-Jitsu sam na sobie. Efekt tego był opłakany; złamana ręka i kilka zadrapań zmobilizowały mamę i ta zapisała mnie na zajęcia Judo, do pobliskiego MOSiR-u.
Zajęcia te przerwała w zasadzie dopiero przeprowadzka do Sobótki Zachodniej, a następnie okres szkoły średniej, w którym walki toczyłem wyłącznie na szkolnym boisku, przy knajpianym stole lub przed ekranem komputera.
Zew przeszłości sprawił, że nauki wznowiłem w roku 2000 rozpoczynając trwającą do dzisiaj przygodę z izralelskim KRAV MAGA. Kravka nie jest sportem, a jej główne motto głoszące, że "przeciwnik jest wtedy dla Ciebie bezpieczny, kiedy leży twarzą do ziemi i się nie rusza" sprawia, że trudno w niej o sportową rywalizację.
Wymyśliłem na to własny sposób i w zasadzie od roku 2006 dodatkowo pojawiam się też mniej lub bardziej regularnie na treningach Brazylijskiego Ju-Jitsu. Kultura i przekaz związany z nauką wielu systemów składa się w coś, co nazywam własnym rodzajem BUSHIDO, zasadami, z których czerpię natchnienie. Moim małym sposobem na życie.
RPG, SF-F i Dragonlance
Również od czasów młodości, mocno żyłem literaturą SF i Fantasy zaszczepioną mi przez mojego ojca.
W roku 1998 zacząłem grywać w RPG i jeździć na RPG-owe konwenty (Szedariada, Melkoriada, Cracon, Playwack, Balcoon). Przyzwyczajenia te pożegnałem chyba ostatecznie na pierwszym, czy drugim roku studiów, ale nadal z nostalgią wspominam te beztroskie czasy i chętnie spotykam się z kolegami z owych lat.
Oprócz klasycznych gier fabularnych dość długi, bo blisko kilkuletni epizod poświęciłem CCG. Byłem dwukrotnym mistrzem polskim w karcianego Kulta (bez dodatku Inferno, jest mega przegięty) oraz zapalonym, lecz już nieutytułowanym graczem w CCG-owego Star Warsa.
Najważniejsza i niezmienna pozostałość po tych czasach to cykl DRAGONLANCE, zdobiący moje półki. Obecnie jest go ponad 100 pozycji i liczba ta wciąż rośnie. =)
Wyprawy i podróże
Od jakiegoś czasu wraz z żoną pokochaliśmy podróżowanie. Ja wyposzczony, bo za młodu jedynym wyjazdem były eskapady do sąsiadów z południa w celu wiadomym i ona - europejski bywalec, teraz staramy się ciułać każdy możliwy grosz, by w sezonie lub poza nim zafundować sobie jakąś ciekawą miejscówkę. Nie są to może wyprawy na miarę z33d'a, ale nam na razie wystarczą.
Co poza tym?
Staram się żyć mniej lub bardziej w zgodzie z pierwotnymi instynktami, toteż jestem na permanentnej diecie majonezowo-tłuszczowej, dzięki czemu zdobywam kilogramy niczym punkty w koszykówce. Czytam książki, które nie mieszczą się nam się w pokoju i raz na czas jakiś odkurzam pokaźną kolekcję ulubionych filmów. Oczywiście spędzam także kilka godzin przed ekranem komputera, któremu serducho w postaci odwiecznego FreeBSD ostatnio zastąpił Mac OS X (co z pominięciem maszyn produkcyjnych, chyba tak już zostanie), popijając radykalnie Coca-Colę, staram się wydłubać coś w sprawie utęsknionego doktoratu lub zwyczajnie zmęczyć ślepia youtubem, newsami, czy też różowym gadu-gadu. Ot, taki psi los.







